Z bukietem Wioli była ciężka sprawa :)

- Jakie kwiaty Ci się podobają?
- Eustoma, jaskry... dalia, frezja...gerbera... maki, irys...piwonia- Wiola
- Acha...a jaka kolorystka?
- Fiolet, amarant, ciemny róż... pistacjowy goździk mi się podoba...
- Acha...


I takie to były ustalenia :) Dostałam wolną rękę co do wyboru gatunków i ich kolorystyki, jedno było pewne bukiet miał być w kształcie kuli.
Panna Młoda miała tylko życzenie, żeby w bukiecie pojawiły się groszki pachnące. Taka mała rodzinna tradycja, ponieważ jej mama i siostra też je miały do ślubu.

Kłopot miałam nie mały, aby połączyć kolory i kwiaty bez dużych kontrastów. Do ostatniej chwili nie miałam dokładnego planu. Świetne dalie znalazłam u siostry w ogrodzie, pistacjowy goździk też musiał być, a delikatna eustoma od początku miała być podstawą bukietu.

Wszystko oczywiście wyjaśniło się na giełdzie kwiatowej, na którą wybrałam się bardzo, bardzo jak dla mnie wcześnie (tzn o 5 rano). Zamówiony jaskier nie przyszedł, jedno z głowy. Problem koloru eustomy też się rozwiązał, bo zamiast dwóch dużych paczek, kupiłam cztery małe w różnych kolorach. Jako wypełniacz wybrałam trachelium- kremowe i fioletowe. Groszków pachnących wzięłam trzy pęczki, żeby mieć większy wybór odcieni.

Bukiet wyszedł taki:

 

 


Cały czas zastanawiałam się czy sprostałam oczekiwaniom Wioli. Bardzo ucieszyłam się, gdy usłyszałam, że to był jej wymarzony bukiet. To był chyba dla mnie największy komplement i duma mnie rozpierała strasznie :D

A tutaj w trakcie pracy:


W komplecie był jeszcze mini bukiecik dla druhny:


oraz butonierki dla Pana Młodego i świadka:


Dodatkowo robiłam dekoracje na samochód oraz bukiety dla rodziców, ale o tym następnym razem :)

M.

PS.
Ze względu na formę bukietu i upalną pogodę zdecydowałam się kompozycje w mikrofonie. Kwiaty po umieszczeniu w gąbce świetnie się trzymają, bez dodatkowych wzmocnień i mają stały dostęp wody. Jedynie kwiat dalii musiałam zadrutować, bo ma ciężką „główkę” oraz gładką łodygę i niestety wypadał.
Jakie było moje zdziwienie, gdy po ceremonii zobaczyłam, że z bukietu wypadają kwiaty. To chyba największa porażka dla florystki. Przeżywałam to strasznie, dopóki Wiola nie powiedziała mi, że cały czas w kościele skubała kwiatki ze zdenerwowania. Uffff....:)

Podobne artykuły:

Zapisz się i nie przegap kolejnych wpisów!